Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego katolicy kłaniają się, przyklękają lub klęczą wchodząc do kościoła?
Czy to tylko tradycja, czy też coś tajemniczego dokonuje się w tej budowli? Dziś powiem Wam, jaki jest prawdziwy powód tego pobożnego gestu i dlaczego nigdy nie powinno się go wykonywać bez powodu. W chwili wejścia do katolickiej świątyni nie wchodzimy po prostu do dużej hali, ale stajemy w obliczu Osoby.
Pośrodku prezbiterium znajduje się złota skrzynia zwana tabernakulum. Wewnątrz przebywa prawdziwy, żywy Jezus Chrystus, z Ciałem i Krwią, Duszą i Bóstwem. To nie symbol ani wspomnienie. To ten sam Jezus, który chodził ulicami Galilei.
Kiedy więc katolik kłania się lub klęka, czyni coś, co czynił każdy wierzący w Piśmie Świętym, gdy spotykał Boga. Na imię Jezusa zegnie się każde kolano (Flp 2,10). Nawet demony kłaniały się przed Jezusem. Kłaniali się królowie, kłaniali się prorocy. Przed Nim kłania się niebo i także my się kłaniamy!
Klękanie to nie kościelny zwyczaj. To akt miłości. To fizyczny sposób powiedzenia: Panie, widzę Cię. Oddaję Ci cześć. Korzę się przed Tobą. Podczas adoracji, gdy monstrancja jest wystawiona, w momencie, gdy Jezus nie jest ukryty, lecz widoczny w Eucharystii, klęczenie staje się najbardziej naturalną reakcją. Bo Miłość klęka. A uczyniony wtedy znak krzyża jest jak pukanie do bram nieba i wyznanie: Należę do Ojca, Syna i Ducha Świętego. Wszedłem na świętą ziemię.
W świecie pełnym hałasu, rozproszenia i pychy te drobne gesty przypominają nam o czymś prostym ale potężnym. Tutaj jest Bóg, to ja nie jestem w centrum. On jest.
Niech Bóg Was błogosławi. Módlcie się za mnie. Oddany w Maryi Wspomożycielce Wiernych, Ks. Franco